Oto sekret świetnej formy Kamila Stocha!

10-04-2014 | 08:19

Autor: wprzerwie.pl

Jest zaprzeczeniem popularnego w tym sporcie powiedzenia o tym, że założenie rodziny źle wpływa na formę i odejmuje ze skoków po 10 metrów. Kamil Stoch przekonuje, że gdyby nie jego żona Ewa, nie zdobyłby złotego medalu narciarskich mistrzostw świata w Val di Fiemme.

– Żona może sobie przypisać wiele zasług. Daje mi dużo spokoju i samo to, że ze mną jest, to dla mnie sukces. Małżeństwo dało mi dużo do myślenia, wymaga ode mnie większego poświęcenia się rodzinie. Zacząłem patrzeć na sport z innej perspektywy. Nie wiem jak jest z innymi skoczkami, ale mnie małżeństwo uskrzydliło i daje poczucie spełnienia jako normalnemu człowiekowi – opowiada Stoch.

Być może powiększenie rodziny dałoby podobny efekt i po zostaniu ojcem nasz zawodnik latałby jeszcze dalej? – O tym jeszcze nie myślimy. Wolałbym, żeby dziecko miało ojca, a nie oglądało go w telewizji. Czas pokaże, jak ułoży się ta kwestia – mówi jednak skoczek.

Podczas wyjazdów związanych ze skokami narciarskimi lider naszej kadry lubi robić rzeczy dające mu dużo przyjemności oraz spokoju: czytać książki, oglądać filmy, słuchać muzyki i grać na konsoli. Czas między treningami i kolejnymi konkursami stara się poświęcać najbliższym. – Wydaje mi się, że jestem dobrym mężem. Ale to powinna stwierdzić żona – śmieje się Stoch. – Jeśli chodzi o pomoc, chętnie posprzątam i zajmę się innymi domowymi obowiązkami. Może dlatego, że robię to rzadko. Nie bardzo nadaję się za to do gotowania. Jem to, co przygotuje Ewa. Nie jestem wybredny. Nie lubię tylko golonki i tłustych rzeczy. Nie mam problemów z przestrzeganiem wagi, choć trzy lata temu było łatwiej niż teraz. Muszę się bardziej pilnować – zdradza ważący 52 kg zawodnik.

Bardzo ważne w życiu nowego mistrza świata są także kwestie wiary. Stoch nie kryje, że jest bardzo religijną osobą. – Nawet w dniu zawodów staram się znaleźć czas na wyjście do kościoła. W trudnych momentach wiem, że Bóg doświadcza mnie w ten sposób, bym się czegoś nauczył. Pokazuje mi drogę. Zawsze będę powtarzał, że dziękuję Bogu za trudne chwile, dzięki którym później mogę być lepszym. Takie podejście to chyba kwestia wychowania i wyboru ludzi jakimi się otaczamy – wyjaśnia nasz skoczek.

 

Źródło: Fakt.pl

Zobacz: Małysz: Stoch teraz wystrzeli jak z procy